Inwestycja w komiksy.

 

Sztuka komiksu wciąż nie jest traktowana w Polsce całkiem poważnie, ba, rzadko jest nawet nazywana sztuką. Komiksy wciąż powszechnie kojarzone są z rozrywką dla dzieciaków, młodzieży. Są też ambitniejsze pozycje ale kto brałby je tak naprawdę na poważnie, gdzie im do sztuki, literatury… Te stereotypowe myślenie jednak się zmienia i choć nie jest moją intencją przekonywać nikogo czy też wyjaśniać dlaczego komiksy to sztuka, wstęp ten jest potrzebny. Dlaczego? Jest to bowiem jeden z powodów dla których inwestycje w polskie komiksy nie przynoszą takich zysków, na jakie niektórzy mieliby ochotę słysząc wieści zza oceanu o setkach tysiącach dolarów zapłaconych za zeszyty komiksowe. Powodów jednak, jest znacznie więcej.

 

Polska ma stosunkowo silną historię komiksową, oraz kilka dobrych pozycji pod względem kolekcjonerskim. Niewątpliwie dużą zaletą, jeśli mielibyśmy mówić o rynku komiksowym w Polsce jako o wschodzącym, są niskie ceny. Problemem są jednak ciągłe porównania do rynku amerykańskiego, a Polska (i nie tylko) nie jest i nigdy nie będzie w stanie nawet zbliżyć się do rynku inwestycji w komiksy w Stanach. Pisząc Polska, mam na myśli polskie pozycje komiksowe. Przyczyna jest prosta, tak silna tradycja komiksowa nie istnieje nigdzie indziej. Batman, Superman, Spider-Man, czy Kapitan Ameryka są traktowani zgoła inaczej za oceanem niż w Europie. Oczywiście służą także rozrywce, ale nie należy zapominać, że Kapitan Ameryka powstał w czasach drugiej wojny światowej – motywy swego rodzaju propagandy są tutaj nad wyraz widoczne. Patetyzm, wszechobecna flaga amerykańska i duma z walki o ojczyznę, o wspaniałe amerykańskie miasta, to wszystko sprawia, że amerykańscy superbohaterowie są czymś więcej niż przebierańcami walczącymi z krzyżówką człowieka z pingwinem, czy szalonym naukowcem zmieniającym się w jaszczurkę. Tradycja ta, przekłada się z kolei na bardziej poważne traktowa

Action_Comics_-1_June_1938

Pierwszy numer Action Comics. Ta kopia otrzymała ocenę 8.5 przez CGC i sprzedała się na aukcji w 2010 roku za $1.5.

nie komiksów. I choć Marvel w latach dziewięćdziesiątych strzelił sobie w stopę wydając raz po raz edycje kolekcjonerskie i nadmuchując bańkę finansową rynku komiksowego, co doprowadziło go do bankructwa, rynek komiksowy w Stanach Zjednoczonych ma się nadal nadzwyczaj dobrze.

Kolejne rekordy aukcyjne dochodzące ze stolicy komiksów potrafią zachęcić do kolekcjonowania komiksów – ponad milion dolarów za pierwsze wydanie komiksu z Batmanem, ponad dwa za pierwsze wydanie Supermana w Action Comics. Takie rekordy powinniśmy potraktować raczej jako ciekawostkę (podobnie rzecz ma się w przypadku np. malarstwa), bo rynek komiksów w Europie, choć mamy wspaniałe (i drogie! jak chociażby Beano) komiksy, nigdy nie dorównają rynkowi amerykańskiemu.

Kolosalne ceny na rynku komiksów amerykańskich pewnie nie byłyby możliwe gdyby nie wspomniana wysoko rozwinięta kultura komiksów ale i bez wspierającej rynek infrastruktury. Funkcjonujące od 2000 roku Comic Guaranty Corporation (CGC) to niezależna od wydawców organizacja, która ocenia kolekcjonerskie wydania komiksów. Jedną z konsekwencji jej założenia był niewątpliwie wzrost zaufania inwestorów, którzy teraz mogli opierać się na miarodajnych danych i podejmować poinformowane decyzje, już nie tak bardzo oparte na spekulacjach. CGC ocenia bowiem wydania w dziesięcio punktowej skali. Wzorzec jest oceniany pod względem unikalności, znaczenia dla potencjalnych odbiorców czy też stanu. Milionowe aukcje na rynku amerykańskim nie są więc przypadkową fanaberią fanów komiksu z zasobnymi portfelami. Jego znaczenie dla polskiego rynku jest jednak znikome.

 

 

Ułani kontra Batman.

 

Artkomiks.pl próbując zachęcić potencjalnych „inwestorów” porównuje kwoty,przedstawione poniżej.

 

źródło: artkomiks.pl

 

Jaki jest sens porównywać ceny osiągane (tudzież estymacje) przez polskie, klasyczne działa malarskie z ceną osiągniętą przez amerykański szkic do komiksu, sprzedany w Ameryce? Prawdopodobnie żaden, poza próbą uświadomienia, że szkic komiksowy może zostać potraktowany jako sztuka i porównany do szkicu Matejki (co oczywiście jest jak najbardziej słuszne). Taka próba jednak nie powinna się odbywać na zasadzie porównania cen jakie ktoś zdecydował się za nie zapłacić. Nie wszystko co się sprzeda jest automatycznie sztuką. Po raz kolejny próbuje się wmówić polskim inwestorom, że warto inwestować w sztukę, bo przecież na aukcjach w Nowym Yorku i Londynie sztuka sprzedaje się za tak ogromne pieniądze. (Nie)stety sztuka sztuce nie równa, a obraz Kossaka nigdy nie osiągnie takiej ceny jak pierwszy numer Detective Comics w całości poświęcony Batmanowi. I nie świadczy to ani o wyższości Batmana nad Kossakiem, ani o tym, że lepiej inwestować w komiksy niż w malarstwo polskie. Skłonić to raczej powinno do analizy rynku oraz dzieła – świadomości estetycznej i kulturowej miejsca z którego się wywodzi i w którym jest popyt na tego typu sztukę. Warto się zastanowić skąd ten popyt się bierze – czy jest to chwilowa moda, czy może kultura wykształcona wieloletnia tradycją i historią.

Czy zatem inwestycja w komiksy jest trudna i nie obędzie się bez wiedzy ekspertów? Niekoniecznie, choć idealnie byłoby gdybyśmy zdawali sobie sprawę po jakim rynku aktualnie się poruszamy nabywając dzieło, oraz na jakim rynku ewentualnie moglibyśmy je w przyszłości sprzedać jeżeli ma się to odbyć z zyskiem. Komiksy to jednak dość specyficzny rynek i odrobina wiedzy niewątpliwie się przyda.

 

 

Kim jest Zamaskowany Krzyżowiec?

 

Dla laika, zeszyt lub szkic z Clay Man’em, Aqua Manem czy Czarną Wdową może wydawać się równie dobrą inwestycją co Green Lantern bo narysowany tak samo dobrze, bądź też przez tego samego artystę. Nic bardziej mylnego. W tym przypadku bohater ma znaczenie. Niemniej jednak nie trzeba się ograniczać do powszechnie znanych postaci komiksowych. Poza Batmanem czy Spiderman’em można pójść odrobinę głębiej: Silver Surfer, Green Hornet. Oczywiście są to postacie powszechnie znane także na polskim rynku komiksowym, ale już niekoniecznie tak dobrze znane zupełnemu amatorowi komiksów. Innymi słowy, w przypadku komiksów lub ręcznie szkicowanych kart komiksowych trudno posługiwać się intuicją, ogólną wiedzą n.t. sztuki czy zmysłem estetycznym aby dokonać zakupu z myślą o inwestycji. Ważna jest wiedza bardziej merytoryczna. Pocieszający jest fakt, że wiedza ta jest łatwo dostępna, zarówno jeśli chodzi o amerykańskie pozycje, jak i polskie. Baza informacyjna jest jednym z ważniejszych czynników, które pomogą nam pomóc podjąć świadomą decyzję inwestycyjną. Poza postacią, warto oczywiście zwrócić uwagę na rysownika. Później (choć niewątpliwie w niektórych przypadkach będzie to kluczowym aspektem) warto zwrócić uwagę na datę. Niekoniecznie im starsze tym lepsze, znaczenie mają tutaj takie aspekty jak pierwsze pojawienie się danej postaci, czy historii jako samodzielnego zeszytu, lub w ogóle w druku, wydanie. Inne znaczenie kolekcjonerskie mogą mieć różne wariacje bohaterów komiksowych bo należy pamiętać, że n.p. Batman tak naprawdę nie jest jeden. Jest ich wielu z wieloma historiami, które nie maja końca lub, wręcz przeciwnie, które miały swój definitywny koniec mający finał na jego własnym pogrzebie. Jedne, nazwijmy to „rzeczywistości”, są bardziej cenione niż inne przez wzgląd na fabułę, świetne ilustracje, klimat, dialogi itp. czyli wszystko, to co czyni komiks dobrym. Pamiętać należy, że zawrotne sumy prawdopodobnie osiągną tylko pierwsze numery/wydania, a co za tym idzie nierzadko ponad 50-cio letnie egzemplarze. Problemem jest nie tylko ówczesny niski nakład, ale przede wszystkim stan, w jakim zachowały się te egzemplarze. W im lepszym stanie znajduje się zeszyt na tym większą cenę można liczyć. Wyznacznikiem będzie tu jednak egzemplarz w stanie idealnym (a że komiksy były jedną z tańszych rozrywek, nie były one drukowane na wysokiej jakości papierze). Komiksy te nie są już czytane, czy nawet przeglądane. Czekają na zmianę nabywcy w plastikowym, przezroczystym pudełku, przez które nacieszyć oczy możemy „jedynie” okładką.

 

Marvels-The-Avengers

The Avengers może pochwalić się  $1,511,757,910 światowego zysku. Stał się trzecim największym pod względem sprzedaży filmem w historii i najlepiej sprzedającym się filmem 2012 roku. Film przewyższa także jakiekolwiek wcześniejsze produkcje Disney’a.

 

„I got a nuke coming in and know just where to put it.”

 

Rosnąca popularność tej strefy popkultury to czynnik, który definitywnie wpływa na zainteresowanie oraz pojawienie się nowych kolekcjonerów. Obecnie Walt Disney inwestuje z zyskiem w marki Marvela. Po mało efektownej Fantastycznej Czwórce przyszedł czas na Spider-Mana, poważnego jak nigdy Mrocznego Rycerza i wreszcie Thora, który wydawać by się mogło jest postacią podziwianą tylko przez zapaleńców, a jego podniosły, patetyczny sposób wypowiedzi niekoniecznie pasował do popkultury. Idąc dalej – ogromy sukces Irona Mana, i w końcu Avengersów. Czy filmowe ekranizacje komiksowych bohaterów przełożą się na zwiększone zyski z inwestycji w karty komiksowe? Prawdopodobnie jest zbyt wcześnie by jednoznacznie stwierdzić. Jednakże wzrost popularności tychże jest jak najbardziej pozytywnym zjawiskiem. Oczywiście „superbohaterowie” to nie jedyny „gatunek” jakim warto się zainteresować – są też n.p. Fistaszki. Porównywalne, choć nietraktowane jako komiksy, są też ilustracje książkowe. Kubuś Puchatek z pewnością byłby dobrą inwestycją jeśli chodzi o oryginalnie, ręcznie rysowane szkice i plansze które służyły jako ilustracje. Polski inwestor skupić się powinien jednak na rodzimych produkcjach.

 

 

 

Diadem Tamary.

 

Pierwsze wydanie „Diademu Tamary” Kapitana Żbika sprzedało się na allegro 3 Października 2013 roku za ponad 1000zł. Jest to pierwszy komiks Kapitana Żbika z rysunkami Rosńskiego.

„Tytus Romek i A’Tomek”, „Kapitan Żbik”, czy „Czterej pancerni i pies” w pierwszych wydaniach to w dzisiejszych czasach prawdziwe perełki. Ich ceny w ostatnich pięciu latach się podwoiły, jak to ma miejsce w przypadku „Kapitana Żbika”. Niewątpliwie na taki stan rzeczy ma sam fakt nabywania ich przez kolekcjonerów. Kolekcjonerzy chętnie wydadzą coraz to wyższe kwoty z a kolejne numery ponieważ każda kolejna, wyższa wylicytowana kwota (sztucznie) zawyża cenę ich kolekcji. Wysokie ceny to także efekt nostalgii, za czasami dzieciństwa. Dalszym i bardziej satysfakcjonującym warunkiem wzrostu cen komiksów w Polsce (w drugim obiegu) jest jednak między innymi wzrost świadomości społeczeństwa. Jeśli więcej ludzi będzie traktowało komiksy jako sztukę, z pewnością można będzie się spodziewać wzrostu cen. Niestety w polskich warunkach mały nakład (współczesne komiksy nierzadko są publikowane w nakładzie 500 sztuk i to nie ze względu na limitowaną edycję, ale niskie zapotrzebowanie rynku) nie jest gwarantem wysokich cen w przyszłości. Jeśli jednak nie rynek, to świadomość jak i infrastruktura powoli się rozwijają – na razie możemy jednak liczyć „tylko” na coraz szerszą ofertę portali komiksowych jako źródeł informacji. Art bazaar, na przykład, prowadzi dział komiks http://artbazaar.blogspot.com/search/label/Komiks , w którym popularyzuje kulturę komiksową w Polsce.Dobrą (jeśli nie lepszą niż w przypadku samego komiksu) inwestycją jest także zakup planszy komiksowej. Jeśli spojrzymy na komiks jako kopię oryginalnego rysunku to można by się spodziewać, że oryginalna, nierzadko z komentarzami autora, plansza komiksowa może przynieść w przyszłości zyski. Oczywiście z drugiej jednak strony, komiks jako integralna i spójna całość, a nie w pewnym sensie wyrwana z kontekstu ilustracja dla innych będzie miała większą wartość. Sprecyzowanie czy przewidzenie wyższości jednej nad drugim jest jednak raczej niemożliwe gdyż zależy to od potencjalnych kupców czy też inwestorów jakim „gatunkiem” będą zainteresowani.

Rynek inwestycji w komiksy w Polsce jest wciąż bardzo mały. Zaobserwować można jednak coraz większe zainteresowanie mediów, oraz inwestorów tym gatunkiem inwestycji alternatywnej. Powstające i rozwijające sie portale komiksowe służące informacji (komiks w artbazaar, komiksowo.pl) czy też nastawione stricte na sprzedaż (artkomiks.pl) z pewnością sprzjają rozwojowi tego rynku w Polsce. Również zachodnie superprodukcje propagują kulturę komiksową przez filmy z amerykańskimi superbohaterami. Nawet jeśli mały ma to związek z polską sztuką komiksową to na pewno zwraca uwagę na sztukę komiks i można mieć nadzieję, że zainteresowanie nie skończy się na Avengersach, ale pójdzie dalej w stronę polskich bohaterów komiksów i ich autorów, co zaowocuje chęcia rozpoczęcie własnej kolekcji komiksów.

Mateusz Kudzia.

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *